Wszystkie błędy, które popełniłam na rozmowach

Przyznaję się, ideałów nie ma. Przeglądałam ostatnio moje wpisy na temat szukania pracy, rozmów kwalifikacyjnych i rozmów z ludźmi. Taka mądra byłam kilka lat temu! Przyszedł czas na spowiedź z grzechów rekrutacyjnych, które sama na przestrzeni tego czasu popełniłam. Przygotujcie się na ból brzucha ze śmiechu. 

Nadmierna gestykulacja

Potrafię się rozkręcić niczym diabelski młyn w lunaparku. Niektórzy ludzie milkną, kiedy sytuacja staje się stresująca, ja mam zupełnie odwrotnie. Skutkuje to szaleństwem w oczach, nieposkromionym potokiem słów i machaniem łapami. Zawsze siadam dalej od rekrutera, żeby mu oka czasem nie wybić. Przecież mówienie o swoich mocnych stronach musi poprzeć odpowiednio MOCNY gest. O rozmówcę się raczej nie martwię, bo zakładam, że jakieś ubezpieczenia ma.

Za dużo słów

Wspomniałam o tym wyżej, ale nie zaszkodzi rozwinąć. Teraz od kandydatów oczekuje się żywiołowości, entuzjazmu, ekstrawertyzmu. Zanotowane. W mojej głowie wygląda to tak, że wyobrażam sobie innych kandydatów, kwieciście opowiadających o swoich dokonaniach, wizjach idealnego świata i znalezieniu leku na raka. Jak ja mam z tym konkurować? Oni pokojowo, to ja rozbroję bombę, a co! Będę torpedować ich swoim krasomówczym talentem, którego nawet nie mam. Powiem o swoich pasjach, licznych talentach, doświadczeniu w różnych dziedzinach, zaangażowaniu, MOJEJ DRODZE do sukcesu (zależy jak definiujecie sukces). Inaczej mówiąc, dobra ściema nie jest zła. Efektem tego błędnego założenia jest zlepek wszystkiego, co mi się przypomni począwszy od najmłodszych lat dziecięcych aż do tego momentu. Jestem wariatką.

Rozprężenie

Teraz w tych wszystkich NOWOCZESNYCH firmach modne jest luźne podejście do kandydatów. Fajnie, niby mniej stresu, możesz zjeść przed rozmową śniadanie bez konieczności dwudziestu wizyt w toalecie – SUPER. Teraz zaczyna się dopiero zabawa. Jak ja mam w sumie się zachować? Iść na totalnym „luzaku” w podartych dżinsach, z fają przyklejoną do twarzy (ja w sumie nawet nie palę) i powiedzieć: „Siema ziom, jestem za wcześnie, co nie? Laseczki macie całkiem zacne w tej szopie, piąteczka!”. U mnie raczej old school. Dzień dobry i te sprawy – może ja za mało nowoczesna jestem. Zdarzyło mi się przedobrzyć z tym poziomem luzactwa. Od tej pory już mniej więcej wiem, kiedy przestać.

Godzenie się na wszystko

BARDZO szybko wyzbyłam się tej cechy. Nie jestem osobą konfliktową, a raczej skłonną do kompromisów i z dobrym sercem. Jak się ma miękkie serce, to wiecie, co dalej. Czasami młode osoby nie mają chyba jeszcze takiej śmiałości, którą nabywa się z doświadczeniem, by móc negocjować warunki i inne benefity. Kiedyś, bardzo dawno temu pracowałam w miejscu, gdzie szacunek do drugiego człowieka był… W sumie to go nie było wcale. Straszenie ludzi sądami było na porządku dziennym. Choć na szczęście ja tego nie doświadczyłam, musiałam zmierzyć się z potwornym stresem, odpowiedzialnością za rzeczy, których nie powinnam robić, a potem jeszcze sama biegałam za swoim wynagrodzeniem. I tutaj uczulam, że najlepiej słuchać własnego sumienia. Od początku sprawa śmierdziała na kilometr, ale młody człowiek lubi sprawdzać swoje możliwości. Nie było warto, dostałam nauczkę.

Felerne spóźnienie

Było trochę grozy, teraz wróćmy do żywych. Mam bzika na punkcie punktualności (dziwne zdanie). Zawsze jestem wcześniej, na co też niektórzy pracodawcy mają alergię. Raz jednak zdarzyło mi się zaliczyć OGROMNĄ WPADKĘ. Moje pierwsze dni w Warszawie. Ja oczywiście z kierunków ogarniam tylko to prawo i lewo, które ktoś mi pokaże. GPS to czarna magia. Jednym słowem, nie urodziłam się po to, by nawigować cokolwiek i kogokolwiek. Wysiadłam pod jakimś wiaduktem, niby miało być blisko miejsca docelowego. Idę ze wspomnianym GPS-em. W jedną stronę, w drugą stronę, jeszcze raz się wróciłam. Deszcz ze śniegiem, ja w szpileczkach, płaszczyku i z wygiętą parasolką biegam przy drodze jak głupia raz w prawo, raz w lewo, raz prosto. Żywej duszy w pobliżu. Pomyślałam, że to może jakiś podstęp. Chcą mnie zabić, wywieźć w czarnym worku do lasu. O tak! Byłam tam 40 minut przed umówioną godziną. Dotarłam 20 minut PO umówionej godzinie. BEZ KOMENTARZA. Nikt mnie nie zabił jak widać. Ja za to chciałam zabić siebie…

3 comments on “Wszystkie błędy, które popełniłam na rozmowach
  1. Dobre rady, widać z życia wzięte. Co do godzenia sie na wszystko zależy co dana osoba ma do zaoferowania jesli jest specjalistą może negocjować. Laik niestety bierze co dają i przy następnej umowie po okresie próbnym negocjuje warunki. Pozdrawiam i polecam aktualne oferty pracy w Polsce i za granicą
    http://www.praca4u.net

  2. Powiem tak: pewne zdania wyjęłaś mi z ust, albo z nóg ;) „nie urodziłam się po to, by nawigować cokolwiek i kogokolwiek” oraz „byłam tam 40 minut przed umówioną godziną. Dotarłam 20 minut PO umówionej godzinie”. To wszystko jakby o mnie ;) Nie bez przyczyny więc zaczęłam biegać ;) ale tylko po kwadracie, żeby się nie zgubić, a zdążyć ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS