Uzależnieni od informacji

Budzę się. Pierwszą czynnością nie jest pójście pod prysznic ani nawet załatwienie innych potrzeb. Najważniejsze to sprawdzić maila, media społecznościowe, najważniejsze informacje na portalach. I tak kilkadziesiąt razy w ciągu dnia.

Ostatnio zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak wszyscy żyjemy. W pracy i w domu mnożymy tylko nasze zakładki na komputerze i nerwowo sprawdzamy, co dzieje się na świecie, u naszych znajomych, wrogów, rodziny. Trudno się od tego odciąć, dlatego większość z nas jest online niemal 24 godziny na dobę. Czy to zdrowe? Raczej nie.

Wychodzę z pracy, zerkam nerwowo na telefon. Raz, drugi, trzeci. Nie czekam na ważną wiadomość, ale czuję presję ciągłego sprawdzania informacji. Co jeśli ominął mnie ważny news, który zdecyduje o losach świata? Pewnie nic by się nie stało, a brak świadomości aktualizacji statusu kolejnych znajomych, którzy wstawiają zdjęcie usg, niewiele zmieniłby w moim życiu. Dlaczego to robimy?

Siedzę w tramwaju. Zdarza mi się przyglądać innym zza szyby. Wszyscy inni z nosem w książkach. Założę się, że nawet nie wiedzą, jakiego koloru dzisiaj ma niebo. A ja wiem, że jest tak niebieskie, jak tylko można sobie to wyobrazić, bez jednej chmury. Przerywa mi mail, który z prędkością światła muszę sprawdzić, choć wiem, że to tylko kolejny newsletter.

A najbardziej boję się tego, co wszyscy moi znajomi. Nie jest to śmierć ani nawet wypadek. Brak dostępu do sieci, rozładowany telefon – takie dziś mamy problemy. No i oczywiście jest jeszcze ten strach przed tym, że umknie mi jakaś informacja. Mam polubionych kilkadziesiąt, może ponad 100 różnych stron i nie chcę żadnej z nich usuwać, bo przecież jest szansa jedna na milion, że właśnie tam pojawi się najważniejsza wiadomość dnia. Nie wiem, co musiałoby to być, ale na nią czekam.

A życie przelatuje nam przez palce…

14 comments on “Uzależnieni od informacji
  1. Tak właśnie jest. Coraz częściej szukam uzasadnień dla pozostawienia włączonego komputera aby szybciej do niego podejść i zobaczyć co nowego w komentarzach do mojego bloga, co nowego na Fb, co w poczcie …
    To zakrawa na uzależnienie ale nie jest mi z tym źle. Może dlatego że jestem emerytem?

  2. Witam. Lubię czasem spojrzeć na telefon, ale raczej robię to tylko wtedy, gdy czekam na ważną wiadomość. Lubię posiedzieć w necie, ale bez problemu zamieniam go na książkę. W sumie wiem, że można bez przerwy patrzeć w telefon, tablet czy komputer, ale nie bardzo rozumiem dlaczego? Cóż jak widać takie czasy, a może ja się starzeję:). W każdym razie nie dajmy się zwariować, to tylko technika. Zdziwiło mnie jedno – lęk przed brakiem informacji jest U Ciebie większy niż lęk przed innymi, traumatycznymi wydarzeniami. Może też bym tak myślała, może też bym tak nawet chciała, ale życie to w pewnym momencie zweryfikowało i pokazało mi, jak ważne są „rzeczy”, których nie można kupić – zdrowie, miłość, ukochana osoba, poczucie bezpieczeństwa. Nie chodzi mi o to, by Cię krytykować, każdy ma prawo do swych myśli i uczuć, ale może nie zawsze jest tak, jak nam się wydaje? Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na mojego bloga, chyba o zupełnie innej tematyce:).

  3. no tak,wiele lat uzywalam starej nokii,moglam z niej zadzwonic i wyslac lub odebrac smsa i to mi wystarczylo.2 tyg temu moj partner kupil mi cos nowszego,sama nie wie co, jakis smartfon , ifon czy innyfon .Pelno ikonek ,jakies dzwieki,internet,itd.po tygodniu uzywania schowalam go na dno szuflady i wrocilam do mojej starej poczciwej nokki.A dlaczego?Zauwazylam,ze co jakis czas bralam go do reki i sprawdzalam co slychac,przerywalam czytanie ksiazki,ogladanie telewizji czy nawet ,o zgrozo, zabawe z psem na spacerze,sluchanie spiewu ptaszkow w ogrodzie ,sledzenie wedrowki slimaka…zaczelam zachowywac sie jak wiekszosc posiadaczy tych urzadzen, Nie moge zrozumiec co ci ludzie ogladaja? czytaja? czy sama nie wiem co robia wpatrujac sie caly czas w ekran tych telefonow.Czy nie lepiej spotkac sie z przyjacielem twarza w twarz? czy nie lepiej porozmawiac z nim twarza w twarz?nigdy tego nie zrozumie.

  4. No właśnie dlatego ja mam tylko bloga. I Google+. Nie istnieję, nie ma mnie na Facebooku, Instagramie, Snapchacie. Dzień zaczynam od jednego ulubionego portalu, potem ewentualnie wiadomości z aplikacji tvn24. Ale to fakt, że mam taką samą obawę przed byciem „offline” – na pewno właśnie wtedy przyszła by wiadomość, komentarz, e-mail. Taka nasza cywilizacja chorująca na „e-”. Musimy wszystko mieć „e-” i zawsze być „online”. Trochę straszne, nie?

  5. Ech, chciałoby się tak wrócić do korzeni, wybudować drewnianą chatkę i zamknąć się w niej do końca życia, pisząc opowiadania na korze drzew, czy czymś takim. Udawało się, póki studia się nie zaczęły, bo wtedy to trzeba być na bieżąco ze wszystkimi, nawet najgłupszymi informacjami, bo można niechcący ominąć coś ważnego. A oczywiście wszystko, co ważne, jest w grupie kierunku na fejsbuku.
    Ciekawa tematyka, bardzo dobra grafika, przejrzysta i w ogóle… Ogólnie, super przyjemny blog.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie!

  6. Zawsze wydawało mi się,że mnie takie uzależnienie nie dotyczy. Może dlatego,że nie mam skrajnych objawów. Ale jak się tak czasem przyjrzę pewnym sytuacjom to jednak dotyczy… ;) problem z internetem czy rozładowany telefon – jakiś tam dyskomfort się czuje. Myślę,że wiele osób tak ma albo i gorzej. Ważne,żeby uważać i nie popaść w tą skrajność,kiedy to uzależnienie będzie negatywnie wpływało na życie. Pozdrawiam ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS