Lekarz sześć dni na dyżurze?

Wiecie co? Nie mogę już słuchać tych przykrych komentarzy na temat leczenia w Polsce. Może dlatego, że kiedyś sama chciałam zostać lekarzem. Tylko, że to są same wyrzeczenia. Najpierw 6 lat bardzo ciężkich studiów. Tam raczej nie poimprezujesz za wiele. W sumie nawet nie znam żadnego studenta medycyny, który jakoś specjalnie udziela się towarzysko. Potem staże, specjalizacje, kolejne lata wkuwania za grosze. Jeśli masz ustawionych rodziców, to jeszcze nie jest źle, ale nie wyobrażam sobie studentów medycyny i młodych lekarzy w trudniejszej sytuacji. Mając tyle zajęć, raczej nie ma wielu możliwości zarobkowych. Chyba, że ktoś jest cyborgiem i w dzień zakuwa a w nocy stoi za barem. Kiedy śpi? Chyba w innej rzeczywistości. Ale wtedy raczej wspomaga się innym arsenałem medycznym. W końcu to lekarz! Ma recepty na wszystko.

Jak już załapiesz się na jakiś stały etat (mając pewnie ponad 30 lat), wcale nie odbijesz sobie tych straconych lat młodości. Słyszeliście o lekarzu, który był przez sześć dni na dyżurze? Ten to dopiero miał recepty. Albo nadmiar adrenaliny. Podejrzewam, że to nie jest jakaś norma, ale na pewno taki doktor nie narzeka na brak zajęcia. Ja wiem, że dużo się zarabia w prywatnych gabinetach, ALE to ktoś kto ratuje ludzkie życie. Nie rozumiecie?

Lekarze i pielęgniarki powinni moim zdaniem zarabiać porządne pieniądze. Osoba, która potrafi komuś wsadzić palec w tyłek z własnej woli, to nie jest jakiś tam pracownik, który siedzi w biurze od ósmej do szesnastej i popija kawkę. Zamiast kofeiny ma za to sale pełne cierpiących ludzi, którym trzeba pomóc.

Abstrahuję od tematu rzeźników. W każdym zawodzie są nieudacznicy i naciągacze.

Raz byłam u takiej kobiety i to było najgorsze moje przeżycie. Owa lekarka przyjmowała w gabinecie, który znajdował się w bloku, gdzie sama mieszkała piętro wyżej. Gabinet pozostawiał wiele do życzenia w kwestii higieny. Chciałam wiać, gdy tylko to zobaczyłam, ale postanowiłam zacisnąć zęby. Może to tylko takie pierwsze wrażenie? Niestety nie. Leki, które dostałam, zrobiły ze mnie żywego trupa. Pani zaś w trakcie badania pokrzykiwała na mnie z jakiegoś nieznanego mi powodu. Oczywiście nigdy więcej tam nie wróciłam.

Gdyby Polska była rajem, w którym normalnie zarabiamy, to byłabym też za prywatną służbą zdrowia. Dlaczego? Nigdy nie trafiłam na prywatny gabinet, który by mnie zawiódł. Zawsze najwyższa jakość usług (o ile tak można powiedzieć), wspaniała opieka, nie mam zastrzeżeń. Może mam szczęście? A może nic poważnego mi nie dolega. Znam też osoby, które latami leczą się w różnych placówkach i nadal nie wiadomo, co im dolega. Ale gdyby wszystkie trybiki były na miejscu, może inaczej by to wyglądało?

31 comments on “Lekarz sześć dni na dyżurze?
  1. praca w biurze od 8 do 16 tej i popijanie kawki…
    Gratuluję wiedzy o świecie ;) A tak na serio – to mega wkurzające takie umniejszanie czyjejś pracy chociaż nie masz zielonego pojęcia o czym gadasz… smutne i przykre i denerwujące. Ja pracuję w biurze. I zaręczam, że od 7 do 15 tej w biurze, bo potem ciąg dalszy w domu. Więc nie wynośmy innych na ołtarze (lekarze) i reszty, plebsu, którego praca wiąże się z popijaniem kawki…
    Akurat lekarze też potrafią spać na dyżurach, albo kazać czekać bo (uwaga, uwaga) zjada torcik :)
    Nie mierz wszystkich jedną miarą…

    • Rozumiem oburzenie, ale nie napisałam nigdzie, że każdy pracownik biura pije tylko kawę i gada z kolegami z pracy. Takie uogólnienia służą podkreśleniu czegoś, w tym przypadku kontrastu między ciężką pracą lekarza a pracą powiedzmy „zwyczajnych” ludzi. Ja również pracowałam w biurze i nie jest łatwo. Ale porównując to, co robią lekarze z pracą na 8-9 godzin przy komputerze, myślę, że to jednak jest dużo prostsze zajęcie.

      • Nie mogę się zgodzić. Pracowałam w biurze wykonując mnóstwo obowiązków na raz. Z ośmiu godzin dziennie robiło się 9 i czasem jeszcze praca do domu. Czasami nie miałam przerwy, żeby wyjść do toalety, nie mówiąc o przerwie na posiłek. Nie było tak zawsze, ale zdarzało się częściej niż powinno. Tak więc, nie uogólniaj, a potem się z tego nie tłumacz. Co do pracy lekarzy, to na szczęście bardzo rzadko choruję, ale jak widzę w jaki sposób mnie traktują – bo zawracam głowę – a następnie wypisują lekarstwo dopasowując je do symptomów, posługując się przy tym książką ze spisem lekarstw, to się zastanawiam, czy ten zawód ma jeszcze coś wspólnego ze służbą zdrowia. Prywatne wizyty to już w ogóle są śmieszne, bo lekarz dobrze wie, że przychodzę tylko po przedłużenie recepty, zajmuje to 2 minuty (w międzyczasie zapyta „co tam, jak tam”, żeby było, że się interesuje) i kasuje jak za pełnowymiarową wizytę. Nigdy też nie skierował mnie na żadne badania, żeby przynajmniej przybliżyć się do trafnej diagnozy lub wyeliminować przyczyny choroby. Leki zapisywane były zawsze w ciemno. Byłam na wizytach u wielu lekarzy, w różnych miastach i utwierdza mnie to tylko w przekonaniu, że ten zawód to biznes jak każdy inny. Dodatkowo ktoś z mojej rodziny przez 30 lat pracował w szpitalu i wiem jak wyglądają dyżury (przesypianie) lub pracowanie w dwóch miejscach jednocześnie w tych samych godzinach. Może kiedyś trafię na osobę, która zmieni mój punkt widzenia, ale na tę chwilę uważam właśnie tak. Ten wpis może i nie wniesie nic nowego do dyskusji, ale może ktoś się następnym razem zastanowi zanim będzie chciał uchodzić za mentora i przedstawiać swój punkt widzenia innym jako jedyny słuszny.

        • niestety musi posługiwac się książką/stroną internetową, gdyż jesli chcesz dostać lek z refundacją to trzeba sprawdzic czy minister zdrowia na tą akurat chorobę przyznał refundację, na ten akurat lek i jesli tak to w jakiej wysokości i przy jakim dawkowaniu i cała masa innych bzdur. Praca lekarza to teraz oprocz leczenia wypelnianie masy sprawozdań do nfz, mnóstwo papierkowej roboty i brak zrozumienia pacjentów,którzy nie sa swiadomi tego co wymysla ustawodawca

  2. Zgadzam się. Lekarz powinien dostać godziwa zapłatę. Ma trudny zawód, ciężkie studia i całe zycie nauki. Dziwi mnie utyskiwanie na to , że lakarz spi na dyżurach. Proponuje urzędnika posadzic za biurkiem i kazac mu pracować całe 24 h, a potem sprawdzić te zadania wykonane po 12 h pracy. Skoro lekarz na dyżurze ma chwilę żeby odpocząć to nie rozumiem dlaczego nie wolno mu tego zrobić. Na razie nie słyszałam o dyżurach urzędniczych , a może takie powinny być. Zwolnic połowę urzędników państwowych, a tą prace niech wykonają Ci co zostali …na dyżurach.

    • znowu ten polski jad…
      „Dziwi mnie utyskiwanie na to , że lakarz spi na dyżurach. ” – a mnie trochę mniej- bo ma płacone za…spanie ???
      „Proponuje urzędnika posadzic za biurkiem i kazac mu pracować całe 24 h, a potem sprawdzić te zadania wykonane po 12 h ” – posadź się sama jako urzędnik/ pielęgniarka/ architekt/ nauczycielka- wpisz tu dowolny zawód… pogadamy
      Wypowiadasz się zgodnie z zasadą – wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma…
      A te wieczne jęki, ze za mało zarabiacie (po wpisie wnoszę że sama jesteś lekarzem). Każda inna profesja jak powie, że chce zarabiać więcej, słyszy- przekwalifikuj się :) na twoje miejsce jest kilku innych :)
      I jest to poniekąd prawda- każdy chyba w miarę świadomie wybiera zawód.
      Mnie jak był za mało- bo kredyt, bo samochód- chwyciłam inną dodatkową pracę. Ot tyle w temacie.
      Podsumowując- nie twierdzę że lekarze to święte krowy i nic nie robią ale nie popadajmy też w przesadę, że są tacy och i ach, bo konowały i pazerni na kasę też się zdarzają ;)

      • Nie, ludziom na dyżurach (jakichkolwiek, nie tylko lekarskich) płaci się nie za spanie, tylko za to, że przez te X godzin są gotowi zerwać się z ciepłego łózka i w ciągu wyznaczonego czasu (w minutach) zabrać się do roboty, jeśli będzie taka potrzeba. Mój mąż, w zawodzie bardzo technicznym i stanowczo nie medycznym, u wielu pracodawców pracował na dyżurach – czasem zdarzało się spokojnie przespać całą noc i dostać pieniądze „za spanie”, a czasem zdarzało się większą część nocy przepracować, a potem odwalać normalną dniówkę w stanie „mocno używanym”. Ty byś chciała zrywać się w nocy na każdy gwizdek dla idei? Bo ja nie. Za dyżury się płaci, w każdym zawodzie, i to płaci co najmniej nieźle. Więc nie rozumiem, skąd ta zawiść akurat w stosunku do lekarzy. Gdyby nie brali dyżurów, to w nocy mogłabyś spokojnie zejść z tego świata bez pomocy – Ty albo Twoje dziecko. Bo lekarze by pracowali wyłącznie w „ludzkich” godzinach, 8-16. Wolałabyś tak? Po to, żeby nie zarabiali na dyżurach? No to gratuluję…

      • Nie ważne jaki masz zawod. Kazdy ma prawo się przespać. Nie spij 24h na dobę… Zobaczmy jak wykonasz swoje pracę w 19-24 h pracy. Nie jestem lekarzem moja mama jest. Wczoraj poszła o godz 6 rano na dyżur wróci jutro o 15… 57 godzin dyżuru… Ma nie spać? Lekarzy brakuje… Wcale nie ma ich tak dużo. Wszędzie są braki… Coraz mniej osób chce iść na medycynę… Bo ciężką robota marnie płatna kupa nauki w czasie studiów a i potem czasami po prostu niewdzieczna. Ludzie są niewdzieczni. A w szpitalach zapychaja łuki dyzurami i dodatkowymi godzinami. A lekarze wyjścia nie maja. Nie dość że nie zostawia pacjentów na pastwe to jeszcze każda godzina pracy to kolejny grosz. Których wcale nie zarabiają dużo w porównaniu z tym co robią. Moja mama pada… Psyhicznie i fizycznie. Lekarz to nie taki sam zawód jak kazy inny… Oj nie. Wszyscy powinni to wreszcie zrozumieć.

          • a ja nikomu nie życzę, żeby trafił do lekarza w tej właśnie 24tej godzinie dyżuru :/ Po wcześniejszej zwykłej jego dniówce :D
            Czy taki „pracownik” w ogóle wie co robi? Nie sądzę… Więc nie wyjeżdżaj mi tu z tekstem powyżej że uratuje życie mnie lub mojemu dziecku. Bo to nielogiczne. Osobiście życzę wszystkim aby trafili w czasie i przestrzeni na lekarza, który dopiero dyżur zaczyna po dobrze przespanej nocy.

        • A czy możecie mi wyjaśnić skąd tak długi dyżur? To chyba jasne, że po tak długim czasie pracy człowiek zachowuje się jak pijany… Problemy z koncentracją i pamięcią, dłuższy czas reakcji…
          Ok. Biorę taki dyżur i zakładam, że wyśpię się w trakcie, ale co jeżeli przez te 40+ godzin non stop będzie jakiś pacjent wymagający pomocy? Przecież taki lekarz (czy ktokolwiek inny, w jakimkolwiek innym zawodzie) nie jest w stanie sprawnie wykonać swojej pracy.
          I tu uważam, za piekielne zachowanie lekarzy, którzy dla pieniędzy na takie dyżury idą lub biorą ich kilka na raz. Za mało lekarzy? Znam mnóstwo ludzi, którzy studiują i boją się, że nie będzie pracy, więc to nie kwestia braku chętnych do pracy a systemu, którego na nich nie stać (ale to inna para kaloszy).
          Sen? Nie ma sprawy. A śpij sobie i w czasie dyżuru jeśli dzięki temu masz lepiej obsłużyć klienta, którym jestem przychodząc do lekarza na jego dyżurze.
          Ale! Jeśli na pogotowiu lekarz przychodzi po 20 minutach od mojego przyjazdu. Przychodzi zapuchnięty i przewraca oczami i cmotka, bo zawracam mu d**ę, to coś jest nie tak.
          Ostatnio trafiłam na pogotowie. Drugi raz w moim życiu, czyli mojej części składek nie zużyłam i nie nadużywam cierpliwości pracowników placówek medycznych. A lekarz przyszła właśnie po 20 minutach i nawet mnie nie przebadała. Kompletnie nic. Jak zwróciłam jej uwagę i spytałam na jakiej podstawie wypisuje mi receptę na antybiotyk usłyszałam: „Bo boli, tak?” z oburzeniem w głosie. A ja nawet nie byłam w stanie sprecyzować co mnie boli, bo promieniowało na pół ciała tak, że ledwo stałam.
          Pal sześć ja. Ale z zawałem, wyrostkiem, udarem też zastrzyk w poślad i do domu?
          I tu do autorki… Po tej sytuacji rozmawiałam z wieloma osobami, które zostały potraktowane podobnie. Może stąd złość na lekarzy?

  3. Ja trafiałam niestety na lekarzy konowałów w gabinetach prywatnych. Nie ma reguły. Zawsze przecież znajdzie się jakiś jeleń (pacjent) który przycisniety chorobą zapłaci a można go i tak olać.

  4. Po co ponownie PO: wyjaśnię : 1. aby jeszcze bardziej zakorkować państwo pod względem liczby wakatów, jeśli jeszcze jakikolwiek wakat jest dla „ludu” a nie dla rodzinek 2. aby prowadzić jeszcze bardziej nieudolną politykę zagraniczną, chociaż dupcie USA już bardfziej lizać się nie da i budzić politowanie odnośniewieice robienia z nas głównego rozjemcy w Europie, – 3. aby całkowicie zrezygnować z umów o pracę i wprowadzić powszechny obowiązek pracy na śmieciówkach, – 4. by dzieci szły jeszczeszybciej do szkoły, – 5. by prowadzić debilne reformy, by co kilka lat się z nich wycofywać, -6. by w Polsce kupować legalnie za kasę wykształcenie (dziś pod przykrywką studiowania). Pisać dalej ?

  5. Mój komentarz nie dotyczy meritum. Jeśli Pani może, proszę edytować fragment: „Ów lekarka przyjmowała w gabinecie”. Niby zabawnie to wygląda, ale jest niepoprawne (zapewne małe przeoczenie).

  6. Po pierwsze rozsądni, młodzi ludzie nie wybierają studiów kalkulując: na tym kierunku bumelka, więc się zapiszę, a tutaj harówka – dam sobie spokój. To wybór predyspozycji i opłacalności kierunku. Studiuje się żeby mieć lepszy start, znać się na tym, za co przyszli pracodawcy porządnie wynagradzają. Nie tylko studenci medycyny są zajęci. Na innych kierunkach też nie zawsze ma się czas i siły na bujne życie towarzyskie – student dorabia, odbywa staże i praktyki, ma żonę / męża, dziecko. Nie demonizujmy medycyny. Inne kierunki również są absorbujące. Po drugie, absolwent jakiegokolwiek kierunku, nie dostaje od razu fotela prezesa i także przechodzi poszczególne etapy, aż stanie się samodzielnym i cenionym specjalistą. To też niekiedy trwa lata. Nie tylko lekarz, na początku swojej drogi zawodowej jest słabo opłacany. Adwokat, nauczyciel itp. I po trzecie, lekarz sam wybiera ile chce mieć dyżurów, ile godzin w przychodni, a może tylko praktyka prywatna. Sam decyduje ile chce zarobić, na ile starczy mu sił i czasu. Czy chce się doktoryzować itp. To zawód, z którego jest dobry pieniądz, ma się wsparcie firm farmaceutycznych… Nie trzeba mieć bogatych rodziców – trzeba być zdolnym i znać się na swoim fachu. Nie rozumiem więc tych żali nad białym fartuchem ?!

    • Myślę, że pojawi się jeszcze wpis o innych grupach zawodowych, na przykład obalając stereotyp bogatego prawnika. Jasne, że jest wiele kierunków absorbujących, ale jednak medycyna ma w sobie coś wyjątkowego. Większość kierunków paramedycznych także jest bardzo trudna, czasochłonna. Trudno mi jednak oprócz wyżej wymienionego prawa znaleźć jakieś inne kierunki, których byłaby tak duża dysproporcja pomiędzy tym, ile wkładasz z siebie, a tym ile na koniec dostajesz i ile pracujesz. Nie jestem jednak znawcą wszystkich kierunków i chętnie dowiem się o propozycjach czytelników ;)

  7. Jednak lekarz, konstruktor samolotów czy rzeźnik robią coś konkretnego, a „specjalista ds. oceny podwyższonego ryzyka komunikacji interpersonalnej” w kopro albo „starszy referent ds. utrudniania wszystkim wszystkiego” w urzędzie nie robią nic, a w zasadzie pożytecznego, choć siedzą przed komputerem i bardzo się męczą cały dzień. Po prostu można wyobrazić sobie cały ten system bez nich. Ale im już gula skacze, bo są (w swoich oczach) niezbędni. Tak samo z niepokojącą sytuacją narastania legalizmu w Polsce – to w dużej mierze środowisko prawnicze napędza sobie koniunkturę (oczywiście jest to w dużym uproszczeniu).

  8. To system jest mało jedwabisty.A lekarze też ludzie-są różni.Trafiam w 85% na wspaniałych ludzi i specjalistów,tylko problem jest taki,że baaardzo rzadko trafiam(do ortopedy w tempie ciągłości pooperacyjnej co 6 m-cy:D ). Jak zagłosujemy tak będziemy mieli…kłopot w tym,że obecny system tak się zaciska,że podusi wszystkich-mam nadzieję,że własnych twórców nie ominie

  9. Masz problemy z nadwagą. Brak Tobie energi i witalności.
    Możesz sobie pomóc stosując nasze programy, które dostosowane są indywidualnie do potrzeb każdego klienta.
    Nie oferujemy po prostu „następnej diety”.
    Dajemy do dyspozycji serwis i opiekę przez cały okres kuracji.
    Jeżeli są Państwo zdecydowani, prosimy odwiedzić nasze strony i wypisać
    kwestionariusz pozwalający na stworzenie osobistego programu,
    który pomoże Państwu w osiągnięciu celu.
    jestemwellness.eu

  10. w prywatnych gabinetach lepiej? nie mamy co narzekac? przyklady z mojego zycia: mam problemy ze skora. odwiedzilam paru drmatologow PRYWATNIE. i maja mnie w d…! zadem sobie do porzadku mnie nie obejrzal, tylko stukal w klawiature. wiec od 3 lat kompletnie nie wiem co mi dolega. setki zl na leki i wizyty, zaden wielki bog w wieli nie raczyl mi zlecic jakis testow pod katem alergologicznym- mam sie cieszyc, ze wogole mnie przyjeli. moj sp. ojciec- RAK. poszli na prywatna konsulatacje z wymikami tomografii,ze rak sie zmniejszyl, ucieszeni jak dzieci. wrocili z placzem, bo zaplacili spora sume za to, ze lekarz na widok tych wynikow sie rozesmial.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS