Czy małżeństwo tak naprawdę coś zmienia?

Zastanawiam się ostatnio nad istotą małżeństwa. Nanaszych oczach rozpadają się rodziny, a wspólne obiady zamieniły się w posiedzenia na sali rozpraw. Co zatem znaczy złotaobrączka, biała suknia i uroczysta ceremonia z pompą?

W mojej najbliższej rodzinie nigdy nie było rozwodu,dlatego też małżeństwo traktowałam jako prawdziwą deklaracje na całe życie.Poznałam jednak ludzi, którzy mają za sobą rozwód mimo młodego wieku i todiametralnie zmieniło moje podejście. Od tego czasu zaczęłam mówić, żeobrączkuje się tylko pingwiny.

Mam wrażenie, że ślub to tylko wygodna umowa dlapar, które chcą w pośpiechu wziąć kredyt na nowe mieszkanie. Najpierw jesteuforia, bo przecież są w sobie tak zakochani, że to im wystarczy. Potemwprowadzają się do wielkiego apartamentu z ogromnym telewizorem, pięciomasypialniami i wszystkim tym, co ma im zapewnić szczęście. Ale kredyt trzebaprzecież spłacić. Pracują po godzinach, by mijać się w drzwiach i gadać orachunkach. I gdzie tu miłość?

Najbardziej śmieszy mnie ciśnienie na wielkie wesele,które ma być najpiękniejszym dniem ich życia. To już nie jest chwila spontaniczności, zabawy i świętowania. Coraz częściej wesele staje się dobrze wyreżyserowanym spektaklem.  Ten moment szybko mija, a młodzimałżonkowie zostają ze stosem pożyczek i kilkoma mikserami od rodziny, którenigdy im się nie przydadzą. Jeśli stać was na wesele na dwieście osób, to róbcie! Ale kolacja w restauracji dla rodziny i przyjaciół też może być dobrym pomysłem. Wydaje mi się, że nawet lepiej jest ograniczyć grono zaproszonych, bo przynajmniej unikniemy niezręcznych sytuacji. Często jest tak, że młodzi ulegają sugestii rodziców, zapraszając ciotki i wujków, których tak naprawdę widzieli raz w życiu. To bez najmniejszego sensu.

Czy małżeństwo coś zmienia? Masz może pewność, że facet nie ucieknie, ale na jak długo? Małżeństwo rozleniwia. Ludzie przestają się tak bardzo starać o partnera, bo czują, że już nie muszą. To chyba nie tak działa. Myślę, że nie wszyscy potrzebują dowodu miłości w postaci obrączki na palcu.

Jeśli decyzja o małżeństwie jest kwestią religii lub świadomej, odpowiedzialnej decyzji, to trzymam kciuki. Mam wrażenie, że teraz myli się euforię z miłością. Jest dużo możliwości, przestało się już naprawiać związki. Szybciej jest zmienić partnera. Dlatego może małżeństwo już nie jest tym, czym było kiedyś.

23 comments on “Czy małżeństwo tak naprawdę coś zmienia?
  1. Coś w tym jest. Małżeństwa są zawierane pod presją otoczenia (rodziny, znajomych). Nie cichną głosy typu „tyle czasu się spotykacie, to może jakiś ślub”? A wiadomo, skoro ślub, to i wesele. Oczywiście z pompą.Równie niezła pompa przechodzi później przez salę rozpraw. Tyle, że otoczenie nie wspiera wówczas dawnej młodej pary. Młodzi słyszą teraz od tych samych ludzi „i po co był ten ślub skoro teraz rozwód i kłótnie”.No właśnie. Zadajemy pytanie „po co był ślub”. Powinniśmy jeszcze zadań pytanie „po co było stwarzać młodym presję”.Oj, ale się rozgadałem :PPozdrawiam

  2. Racja! Nie rozumiem dlaczego w ogóle rodzina wtrąca się do życia pary. Jak będą chcieli, to wezmą w końcu ten ślub. Po co pchać niedojrzałych ludzi w coś, co może ich kosztować potem bardzo dużo? Problem tkwi w tym, że zawierają ślub, bo wiedzą, że w razie czego mogą się rozwieść. To po co się żenić?

  3. wlasnie zastanawia mnie to co napisalas i oczywiscie jest prawda, że małżeństwo rozleniwia, brzmi zabawnie a jednak nikomu nie jest do śmiechu. mowi sie ze nie ma po co starac sie o druga osobe bo to przeciez i tak jest juz moj maz/moja zona, nic bardziej mylnego, zważając głównie na te całe statystyki i wzrastającą liczbę rozwodów. ale sa i tacy, tym przykladem beda moi rodzice, ktorzy widac ze sa przeszczesliwi ze soba po slubie i staraja sie zapewnic drugiej osobie bezpieczenstwo przede wszystkim psychiczne :)

  4. Hm… Na małżeństwo nigdy nie jest za późno. Ja sama, już raz przekładałam termin ślubu, obecnie jest w planie ale dokładnie to nie wiem… Tak jak mówisz małżeństwa zawierane są pod wpływem chwili, emocji, a potem przytłaczają go codzienności życia, to przykre ale tak jest. Ludzie się zmieniają, wszystko się zmienia. trzeba dokonać właściwego wyboru w swym życiu i mieć swoją hierarchię ważności, by nie zatracić się jedynie brnięciu na przód, nie zważając na potrzeby partnera, by nie tylko wymagać, ale przede wszystkim dawać coś od siebie. Pozdrawiam Cię Serdecznie!! Zagubiona :) http://www.sercem-kobiety-pisane.blog.onet.pl

    • a jeżeli chodzi o same wesele, to ja bym wolała ciche, spokojne, kameralnie, nawet jedynie uroczysty obiad, a za kasę którą bym miała wydać na wesele i patrzeć na ludzi jak się bawią moimi pieniędzmi wolałabym wydać na jakąś podróż np. na wyspy Bali Bali. by mieć pamiątkę tylko i wyłącznie dla siebie i dla swojego partnera, przecież to właśnie moja „impreza”…. Buźka raz jeszcze :*

  5. jest coś takiego w sposobie Twojego pisania, że świetnie trafiasz w sedno . w tym przypadku też Ci się to udało, nic dodać nic ująć

  6. My nie mamy kredytu, a i tak mijamy się w drzwiach, bo teraz są takie czasy… Nie każdy ma po prostu to szczęście mieć pracę od 8 do 16 od pon do pt.. A miłość to nie jest wspólne wzdychanie do gwiazd, wąchanie kwiatków, czy motyle w brzuchu. Miłość to bycie ze sobą i wspieranie się, myślenie o drugiej osobie nawet jak jej obok nie ma, przeżywanie wspólne smutków i radości, bliskość, zaufanie, wzajemny szacunek i odnajdywanie wspólnej przyjemności w najprostszych czynnościach wykonywanych razem. Tak wygląda miłość na co dzień w małżeństwie. Kto oczekuje co rusz trzęsień ziemi niech się lepiej nie żeni. Małżeństwo jest dla osób dorosłych i trzeźwo myślących, a nie dla naiwnych nastolatków… A z tym staraniem się – cóż powiem tak – jak się kogoś kocha, to się go kocha nawet w powyciąganych dresach. Jesteśmy tylko ludźmi – każdy ma swoje słabostki i wady i trzeba umieć je zaakceptować w drugiej osobie oraz pozwolić jej po prostu na bycie sobą. Bo najfajniejsze w związku jest to, jak z drugą osobą czujesz się tak, jakbyś był sam ze sobą, a najgorsze kiedy wciąż musisz udawać kogoś innego, aby zasłużyć na czyjąś miłość…

    • Wiem, że małżeństwo to nie tylko te chwile uniesień a raczej (głównie) codzienne życie, które w tych czasach jest jakie jest. Praca, dzieci i obowiązki wypełniające prawie cały czas. Chodziło mi o to, że jeśli ludzie przestaną dbać o siebie, znajdować choć krótkie chwile dla siebie, to to się rozpada. Zazwyczaj tak jest, że jedna osoba z pary ma trochę większe potrzeby jeśli chodzi o bliskość i jeśli nie dostanie w domu tej uwagi, zainteresowania, to pójdzie sobie tego poszukać gdzie indziej. Kobiety zwłaszcza po pierwszym dziecku myślą, że skoro faceci widzieli je już roztrzepane rankiem, w szpitalu czy innych sytuacjach, to mogą przestać o siebie dbać. Każdy facet od czasu do czasu potrzebuje się pochwalić swoją panią, przypomnieć sobie, że ona jest najpiękniejsza. Nie mówię tego z własnego doświadczenia oczywiście, ale z doświadczeń innych bliskich mi osób.

  7. Rzeczywiście społeczeństwo wywiera ogromną presję. Niektórzy ludzie nigdy by nie chcieli ślubu, czasami dobrze jest jak jest, związek trwa dopóki nie umrze. Niekiedy większą przeszkodą są te obrączki,a nie rzadko ktoś rozwodu nie wezmie, bo to „nie po bożemu”.Pozdrawiam,http://www.iwonaturzanska.pl/

  8. Zmienia – np. zasady dziedziczenia.konkubinat się wspólnie dorabia, ale po przypadkowej śmierci jednej strony, druga zostaje bez niczego.Podobnie gdy jedna strona miała wypadek i jest w izolatce, druga nie może go odwiedzać w szpitalu, jesli nie jest małżonkiem, ani podejmowac decyzji o leczeniu.

    • slub zmienia bardzo duzo. w razie smierci meza zona dostaje polowe jego majatku, nawet jesli zapisany ten majatek byl tylko na meza (druga polowa dzielona jest na dzieci- to tzw. dziedziczenie ustawowe).Warto zatem zjadowac zawsze kogos kto cos ma, lub cos odziedziczy-wtedy i dla nas skapnie. Z biednego faceta kobieta nie ma nic nawet po jego smierci…

  9. zmienia wszystko…ja przypłaciłam to depresją i samotnością w związku…a mój mąż cóż…Piotruś Pan…rzeczywiście problemy mam tylko ja

  10. …przeczytałam Twoją wypowiedź i jest tutaj kilka sprzecznych, jak dla mnie stwierdzeń, nie rozumiem dlaczego zakładasz, że skoro małżeństwo to od razu wiąże się to z jakimś kredytem ect…. brednie, jak dla mnie, ale szanuje wolność słowa jak najbardziej i to co napisałaś. Kobieta, mężczyzna powinni dbać o siebie nie tylko w momencie, gdy poszukuje się „drugiej połówki”, ale cały czas, bo z czego czerpać radość życia, chyba nie powiesz, że wizyta u kosmetyczki nie podnosi Twojego EGO??? Zakładam, że masz chłopaka, sympatie, a może nawet i męza??? – dlaczego więc spisujesz małżeństwo na straty???

    • Nie rozumiem gdzie tu sprzeczności. Można jaśniej? Gdybym kogoś miała, to poczekałabym jak najdłużej zanim zdecydowałabym się na małżeństwo. Chodzi o to, że ślub traktuje się w tych czasach jako umowę dwóch stron, która pomaga przy finansowych planach pary takich jak np. kupno mieszkania. Albo jeśli kobieta zachodzi w ciąże. Wiem, że bardzo dużo osób tak robi. Jeśli ludzie decydują się już na małżeństwo i jest to decyzja, do której długo dojrzewali, to życzę szczęścia. Nie każde małżeństwo spisane jest na straty. Rozważam tylko, czy w ogóle to potrzebne?

  11. Kiedyś zapał był ten sam, ale świadomość i przyzwoitość większa.Dzisiaj chyba większość nie wie, po co się pobiera.

  12. małżeństwo, teraz to widzę wyraźnie (bo duża i mądrzejsza jestem niż kiedyś), to przede wszystkim swoisty kontrakt… finansowy….
    Tak było od wieków i nic się nie zmieniło.
    Nawet poprzednie komentarze o tym świadczą.

    Gdyby każdy z nas miał wolność „ekonomiczną”, i było by nas stać na mieszkanie i życie w pojedynkę, małżeństw byłoby niewiele.
    Pobieramy się, bo wtedy nam łatwiej finansowo – sama w końcu zdecydowałam się na ślub częściowo ze względów ekonomicznych – tylko że wtedy byłam za głupia i zbyt naiwna żeby mi się zapaliła lampka ostrzegawcza…

    A miłość, przyjaźń, partnerstwo nie potrzebują papierka.

    Macie osobę która uważacie za przyjaciela/przyjaciółkę i uwielbiacie z nimi być?
    Macie z nim spisany papierek? Nie? I jakoś dziwnie wasza przyjaźń dalej trwa? No właśnie…..

  13. konkubinat też rozleniwia. Zawsze mniej czy bardziej wkrada się rutyna. znam sporo par konkubenckich, ,gdzie też jedno już przestało się starać, bo też mają pewność, że drugie nie odejdzie.

  14. Hmm przeczytałam, przemyślałam i napiszę, że często jest tak jak piszesz droga Autorko ale nie zawsze…trochę się zmartwiłam czytając ten wpis ale na szczęście doczytałam do końca i trochę się pocieszyłam. Dziś jestem pewna, że moje małżeństwo było wynikiem świadomej decyzji i na pewno było także kwestią religijną. Obydwoje jesteśmy świadomymi katolikami i wiedzieliśmy Komu i co ślubujemy. Oprócz tego oczywiście decyzję o ślubie poprzedziliśmy wieloma rozmowami, dywagacjami w stylu „a moja mama to to ale Twoja to już tamto”. Bez obaw po pięciu zaledwie miesiącach nie jest tak idealnie, że aż mdło…boję się oczywiście, że po kilku latach stażu małżeńskiego mogę patrzeć na to inaczej, mogę być rozczarowana, ale powodem naszej decyzji o ślubie nie był kredyt, nie była nieprzewidziana ciąża (paradoksalnie także w dzisiejszych tzw. „świadomych” czasach to się zdarza) była po prostu…miłość. Może brzmi to naiwnie, jeśli tak to trudno…:) Mogę tylko jeszcze dodać, że Mąż niczym jak dotąd mnie nie zaskoczył (negatywnie), pozytywnie owszem:) Pozdrawiam serdecznie i osobiście mam nadzieję, że za kilka lat będę mogła z czystym sumieniem powtórzyć to co tu dziś napisałam:)

  15. A ja wyszłam za mąż z wielkiej miłości, po kilku latach bycia razem. Po prawie 8 latach małżeństwa oboje zgodnie twierdzimy, że to był bardzo dobry pomysł! I nie chciałabym wrócić do poczatków, bo….. teraz jest zdecydowanie lepiej, jest coraz lepiej. Kazdego dnia kocham mocniej, inaczej dojrzalej. I to nie jest tak, że się nie kłócimy (ho ho ho ho!czasem są straszne przedstawienia…) jest idealnie, a my żyjemy w różowych okularach. Uwierzcie mi, z czwórką dzieci to nieustanna walka, doświadczeń typowo życiowych mieliśmy również sporo…Patrzę na znajome małżeństwa:najłatwiej narzekać wyładowywać się i uciekać. Być może wynika to z tego, że ludzie nie wiedzą czego chcą?Jeśli ni inwestuje się w swoje małżeńswtwo (wyjścia razem, rozmowy, spędzanie czasu sam na sam, seks!!! itd), to faktycznie może być to tylko kontrakt…byle co, gdzie można stary model podmienić.I nie jest ważne, ile się jest ze sobą (przed ślubem), ale jakość poznania. Mój mąż jest moim przyjacielem i nie wyobrażam sobie życia bez niego. A znamy się jak dwa łyse konie. I działamy w grupie:) we dwójkę zawsze raźniej:) Tylko w sensownej dwójce:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS