Związki na odległość.

Wakacje to czas, kiedy nam wszystkim dużo łatwiej przychodzą uczucia. Może to byś przelotny romans, przygoda za granicą albo wielka miłość. Z tym ostatnim wcale nie jest tak łatwo jak się okazuje. Bombardują mnie ostatnio wieści o tym, że moje niektóre koleżanki przerzuciły się na obcokrajowców. I to wcale nie takich, którzy mieszkają w odległości kilku, czy nawet kilkuset kilometrów. Jedna ze znajomych upodobała sobie Hindusa. Nie mieszka w Polsce i nie potrafi powiedzieć nawet słowa w naszym języku. Dziewczyna ma 20 lat i jest zakochana po uszy. Widziałam ich wczoraj na dworcu jak obściskiwali się namiętnie, a uśmiech nie schodził im z twarzy. On sobie pojedzie do rodzinnego domu, który jest kilka tysięcy kilometrów stąd, a ona biedaczyna będzie zdychać z tęsknoty do niego. Są dwa wyjścia. Albo się to rozpadnie, co obstawiam najpierw, albo ona w końcu pojedzie do niego i po usilnych prośbach już tam zostanie. Czemu myślę, że to ona się złamie? Bo zazwyczaj (chociaż nie zawsze) jest tak, że to kobiety mają miękkie serduszka i dają się zaciągnąć na drugi koniec świata, żeby potem wrócić z płaczem, bo nie mają zielonego pojęcia o kulturze, w której wychował się jej partner. Nie mówię, że tak jest zawsze, bo to trochę stereotypowe myślenie, ale mimo wszystko często tak się dzieje. Przecież często dwoje ludzi z różnych krajów dzieli przepaść kulturowa. Pół biedy, jeśli partner pochodzi z Europy. Jest wiele krajów, gdzie zwyczaje są diametralnie różne od naszych. Mam tu na myśli miejsca, gdzie ogromną rolę odgrywa podporządkowanie się religii. Bardzo trudno odnaleźć się wtedy zwłaszcza europejskim kobietom, które czują się dość swobodnie. Jedynym wyjściem dla par mieszanych jest kompromis. Czasem się udaje, czasem nie.

Zdarza się, że poznajemy wymarzonego partnera gdzieś daleko od naszej miejscowości, ale jednak w Polsce. To już trochę lepiej, ale jeszcze nie wróży sukcesów. Dzieli was te 500 kilometrów, ale obiecujecie sobie, że będziecie się odwiedzać na zmianę raz na jakiś czas. Znam taką parę. Wytrwali tak 2 lata jeżdżąc do siebie raz w tygodniu. Teraz ona przeprowadza się do ukochanego i liczą na szczęśliwe zakończenie. Nie wierzyłam, że tyle będą razem, ale poradzili sobie świetnie. Gratuluję im. Jest jednak wiele związków, które odległość niszczy. Miałam taki bardzo krótki związek, który był męczący z powodu ciągłej tęsknoty i problemów z dojazdami. On pracował, a ja miałam na głowie maturę. Huczne powitania i pożegnania ze łzami w oczach. Nie chciałabym drugi raz przeżywać takiego rozczarowania. Nie można w każdej chwili przyjść do partnera i przytulić się, wypłakać, kiedy trzeba. Szczęście, że zostaje Internet i telefon. Mamy mnóstwo możliwości kontaktu, jednak czy one tylko nie podsycają tęsknoty?

32 comments on “Związki na odległość.
  1. Nie odpowiem na zadane przez Ciebie na końcu pytanie. Chciałabym jednak po krótce przytoczyć swoją historię, bo jak najbardziej pasuje do tematu. Ja z Krakowa, On z Gdańska. Byliśmy ze sobą na odległość ponad pół roku, w końcu ja się załamałam (akurat zdawałam maturę) więc poszłam na studia do Gdańska, mieszkaliśmy ze sobą półtora roku no i się rozpadło.. Nie żaluję dycyzji, że wyprowadziłam się do Trójmiasta. Poznalam tutaj wspaniałych ludzi i prawdę mówiąć rozważam powrót w rodzinne strony po studiach, jednak ostateczną decyzję podjąć jest bardzo ciężko. Zobaczymy jak to będzie. Pozdrawiam Cię serdecznie!

  2. ja natomiast nigdy nie spotkałam się ze związkiem, który wytrwał odległość, co sprawia, że jestem temu po prostu przeciwna. nie widzę siebie w takiej sytuacji i ciężko jest mi sobie wyobrazić inne pary, które nie mogą spotkać się spontanicznie, zadzwonić do siebie i umówić się w danym miejscu za 5 minut itp. Wydaje mi się to bardzo ciężkie, w gre wchodzi też WIELKIE zaufanie, taki przykład, w przypadku kiedy para mieszka ze sobą bądź są w tym samym mieście, a coś się psuje, jesteś w stanie to zauważyć, widzisz kiedy ktoś kłamie, kręci i tym podobnie. kiedy parę dzielą setki km nie jest to możliwe. nie możemy dzielić się swoim życiem w taki sposób jakbyśmy tego chcieli i oczekiwali od innych.no ale, wszystko w życiu jest możliwe, więc nie mówię tak do końca nie :)

    • Dwa razy byłam w takim związku….odległość …nie wiem,czy to jest jedynym powodem rozpadu…wszystko zależy od zaangażowania.Ale powiem jedno…jest bardzo to trudne…widzieć się na skypie i nie można się przytulić,kiedy tego potrzebujesz…Ale wszystko zależy od dwojga ludzi.

  3. Muszę się z Tobą zgodzić odnośnie związków na odległość. Sama nigdy nie byłam w takim, jednak nie potrafię sobie nawet czegoś takiego wyobrazić. Owszem, miłość jest czymś niesamowitym i nie ważna jest odległość. Jednak z drugiej strony codzienna tęsknota, niepewność czy ta druga połowa wciąż na nas będzie czekać, czy jednak zdecyduje się, że woli być z kimś kto jest na wyciągnięcie ręki.Podziwiam ludzi, którzy potrafią wytrzymać taką rozłąkę i życzę im wszystkiego co najlepsze, ale sama nie potrafiłabym żyć w takim związku.PozdrawiamEm Eskaahttp://em-eskaa.blog.onet.pl/

  4. A ja muszę dodać coś od siebie :) Świadomie poszliśmy na studia do różnych miast (odległych o ponad 300km), bo chcieliśmy studiować to, co nam się podoba. Minęło 5 lat studiów i tzw. związku na odległość i dalej jesteśmy razem chyba jeszcze bardziej szczęśliwi. Niedługo przeprowadzamy się do jednego miasta :)

    • Gratuluję odwagi ;) Zdarzają się i takie sytuacje. Komentarze, które widzę są dowodem na to, że udają się takie związki i często są dużo mocniejsze niż te przeciętne. Ja jestem osobą, której bardzo trudno byłoby wytrzymać w takiej relacji, dlatego mam też takie zdanie, ale jeśli inni świadomie decydują się i są ze sobą, to ich wybór :)

  5. TELEFONY DO PRACY, SPOTKANIA CO JAKIŚ CZAS, ŻONIE SIĘ MÓWI IDĘ DO MAMY , A MIESZKA SIĘ BLISKO SIEBIE , ALE TRZEBA ROBIĆ WSZYSTKO BY NIKT SIĘ NIE DOWIEDZIAŁ ,A JA ODWIEDZAM KOLEŻANKĘ PIJEMY KAWĘ ,PLOTKUJEMY A NA BALKONIE NAPRZECIW ZNAJOMA TWARZ , PRZECIEŻ TO GOŚKA ,WYTĘŻAM WZROK A JANUSZEK ROBI ZDJĘCIA , SKOJARZENIA PRZYCHODZI SŁUŻBOWO ZAWSZE PYTA , ON OPOWIADA ŻE BYŁ GDZIEŚ TAM, A WCZEŚNIEJ ONA OPOWIADA O TYM SAMYM , ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ CO TRWA JUŻ LATA WYGODNE ,KTO ZGADNIE NA CO CZEKA GOŚKA , JA WIEM MY WIEMY,

  6. Takie związki nie maja sensu.Sama becnie w takim jestem to nie jest na dłuższa męte każdy z nas ma potrzrebe przytulenia się bliskości wsparcia .. a z czasem w taki związek wkrada się obojetnośc..Kłótnie i nieporozumienia.

  7. Ja też nie wyobrażałam sobie życia bez mojego chłopka , ale cóż jak to się mówi ” Czas leczy rany” minęło już pół roku , i mówiąc szczerze na pączątku było bardzo trudno , ale zaczęłam się do tego przyzwyczajać.

  8. A ja sądzę,że jeśli ludzie naprawdę się kochają, to odległość nie stanowi problemu ( wiem, powiało hardcorowym romantyzmem:) ) . ja mieszkam w szczecinie, on w toruniu. jeździmy do siebie 2 razy w miesiącu od 1,5 roku. oczywiście zawsze ryczę w dzień odjazdu,ale na drugi dzień już jest ok.a że nie można się przytulić…oj tam- jak się spotykamy to nadrabiamy przytulanie za całe 2 tygodnie:) zresztą, czy „normalne” pary przytulają się codziennie??także nie zniechęcajcie się dziewczyny, bo przez tanie wymówki, że daleko możecie stracić coś naprawdę fajnego:)

    • A ja tak wytrwałam 3 lata, ja kraków, on rzeszów,a teraz ….jest moim mężem i mieszkamy w kraku :-) Więc życzę powodzenia tym,co wątpią, bo to się może udać.

  9. Podczas przygody au-pair (zwykle roczne wyjazdy do jakiegoś kraju, w zamian za dach nad głową, utrzymanie i kieszonkowe opiekujesz się dziećmi, ucząc się danego języka) poznałam kilka dziewczyn (w ciągu 1 roku), które na ten rok właśnie zostawiły swoich mężczyzn (wśród nich niektóre były zaręczone) i większośc tych związków nie przetrwała 1 roku rozłąki.

  10. Moge Ci dac prosty przyklad ze nie masz racji!Na swoim przykladzie,ona z malej wioski ,w Swietokrzyskim,ja z wiekszego miasta na Slasku.Odleglosc ok 120 km.Wytrwalismy 3 lata i leca nastepne ;)

  11. Znam parę na odległość, byli ze sobą parę lat, jeździli do siebie kiedy tylko mogli (mieszkali parę set kilometrów od siebie). Wzięli ślub parę lat temu i dziś to szczęśliwa rodzina. Można? Oczywiście ze tak :)

  12. Związek na odległość jest trudny jeszcze z innego powodu. Zapraszają cię na imprezy a ty wszędzie sama bo nie zawsze ukochany może przyjechać. A na początku znajomości jak jesteście razem jest fajnie, ale jak wyjedzie zastanawiasz się czy to to. Ja się męczyłam nie wiedząc do końca czy coś czuję też zakończyłam i słusznie. Obydwojgu nam to wyszło na dobre. A twoja koleżanka z Hindusem hmm skąd wiadomo, że on nie chce się tylko wyszaleć a tam czeka na niego uzgodniona przez rodziców kandydatka na żonę. Ale cóż są tacy którym się udaje pod warunkiem, że są mądrzy.

  13. W ubiegla sobote,moja corka wyszla za maz za chlopaka z ktorym byla na odleglosc 8 LAT!…On w Polsce,ona w USA.Dali rade,bo CHCIELI i teraz szczescie kwitnie:)

  14. Prze 5 lat latałam do mojego męża, który jest Włochem, kiedy miałam tylko wolną chwilę. Czasowo pozwalała mi na to rodzaj mojej pracy,a finansowo tanie loty. Fakt, było trudno, ale mieszkamy ze sobą już 4 lata i za dwa miesiące pojawi się na świecie nasze drugie dziecko. Nie mogę też powiedzieć, że „nie wiedziały gały co brały” – od początku wiedziałam, że mąż ma zdecydowanie trudny charakter i świadomie to zaakceptowałam. Jedyne czego nie wzięłam pod uwagę, to faktu, że dzieci obniżą próg mojej cierpliwości w stosunku do męża, ale to akurat zdarza się często w związkach nie na odległość.

    • Twoj maz jest „un Italiano vero”. Nie sa latwi w zyciu, bardzo zadrosni i nie tolerancyjni. W firmie byl magazynier pochodzenia sycylijskiego. Pewnego dnia nie przyszedl do pracy wiec w koncu szef zadzwonil do rodziny zeby sie dowiedziec co sie dzieje. Okazalo sie ze trafil do aresztu za bojke. Mial narzeczona, podczas gdy ona szla jednym chodnikiem on szdl z drugiej strony ulicy i jezeli jakis facet obejrzal sie za nia to wszczynal awanture i czasem bojke.

  15. A ja powiem tyle, jak się kogoś kocha i ten ktoś Was kocha to i 5 tys. km nie robi różnicy, wiem bo sama przeżyłam i nie gadajcie ” ojj ja bym tak nie mogła”, bo widocznie nigdy nie kochałyście tak kogoś dla którego bylybyscie w stanie wytrzymać i nie polecieć w ramiona innego, bądź wiecie, że Wasz mężczyzna nie kocha Was na tyle, żeby nie znaledź sobie innej :) Ja nie mówie, że było łatwo, ale było warto. To tyle w tym temacie, życze Wam odnalezienia prawdziwej miłości, o którą niestety tak ciężko w tych czasach

  16. Ja przeżyłam taki związek. Poznałam go na 4 roku studiów, a on pracował w Anglii. Zakochaliśmy się w sobie. On przylatywał czasem do Polski ( z reguły raz w miesiącu), ja na wakacje poleciałam do Anglii.Po wakacjach znów spotkania mniej więcej raz w miesiącu po za tym skype, telefon, gg. Po skończeniu studiów znów poleciałam do Anglii a po roku wróciliśmy razem do Polski. Po kolejnym roku ślub i dziecko. Da się :) A jak wspominam tamte czasy… Cóż tęsknota byłą ogromna, ale te spotkania na lotnisku… Nigdy nie zapomnę tych dreszczyków :) Potem kilka dni życia jak na haju i znów miesiąc tęsknoty. Było świetnie :D

  17. A ja wierzę w związek na odległość.Byłam w takim związku,wtedy gdy nie było komórek ani internetu a przejechanie 100km zajmowało autobusem 3 godz.bo wtedy też nie każdy miał samochód.3 lata takiego związku na odległość i szczęśliwe 26lat razem.Da się?

  18. Związek na odległość jes możliwy, jeśli naprawdę się tego chce. Mój mąż jest Hindusem, a poznaliśmy się w Internecie. Po roku przeprowadziłam się do UK, gdzie do tej pory mieszkamy. Oboje po studiach, i oboje pracujemy w swoim zawodzie. Niedawno kupiliśmy 4-pokojowe mieszkanie. I jesteśmy bardzo szczęśliwi. Religia nie odgrywa żadnej roli w naszym życiu, gdyż oboje religijni nie jesteśmy. Do Indii latamy raz w roku, do Polski 2-3 razy, dużo też jeździmy po Europie, zwiedzając. Jest super :).Niestety wiem, że są Polki, które wychodzą za muzułmanów i zgadzają się na wszystko… takie związki są bardzo trudne się często kończą się rozpadem ze względu na różnice kulturowe, albo całkowitą dominacją jednej strony.

  19. Zwiazalam sie z Anglikiem, jakos tak mam ze po 10 latach mieszkania w UK jakos Polscy kawalerzy przestali byc atrakcyjni… ale do tematu poznalismy sie 4 lata temu i dzielilo nas 200km i tak przez 2 lata raz jedno raz drugie jechalo. Skonczylam studia i zamieszkalismy razem i za kilka tygodni sie pobieramy. Chiec to moc !!!!! Pozdrawiam

  20. Jest to możliwe, tyle że wymaga to iście heroicznego (jak na nasze czasy) poświęcenia z obydwóch stron. Podstawa- trzeba chcieć (czytaj kochać). Dodatkowo trzeba być wiernym, a także potrafić zaufać drugiej osobie. I związek na odległość da rade (czy zapomnieliście jak wasi ojcowie dawniej po 2-3 lata służyli w wojsku, a wasze matki przez ten czas czekały wytrwale na nich widując się raz na jakiś czas na przepustce?).

  21. zwiazki na odleglosc maja senns jesli sie naprawde kocha. Ja przezylam taka milosc i skonczyla sie dobrze.Moj chlopak mial 16 ja 17 lat.On mieszkal w Niemczech ja w Polsce w malej miejscowosci na podbeskidziu.on przyjezdzal na wakacje do babci a ja tam mieszkalam.To trwalo 4 lata.widywalismy sie 3-4 razy w roku. po tych 4 latach zapytal czy nie przyjade do niego na stale.pojechalam i nie zaluje.pobralismy sie i w grudniu doczekamy sie naszego malenstwa:)

  22. Ja na wymianie jeszcze w liceum poznałem Nicole i od drugiego dnia zakochałem się w tej Francuzce, była dla mnie taka tajemnicza, romantyczna, zmysłowa. Do tego stopnia się sobie spodobaliśmy, że zamiast iść na planowaną wcześniej politechnikę warszawską, sprężyłem się w nauce, oraz poprosiłem rodziców o wsparcie finansowe i dostałem się na Politechnikę w Lozannie, Nicole dostała się na Uniwersytet w Lozannie i tam razem zaczęliśmy życie. Jedyne czego żałuję to tego, że nie zrozumie ona do końca moich ulubionych piosenek czy tego, że każde z nas ma ogromny sentyment do rodzinnych stron i w wolnych chwilach najchętniej wsiadłoby do samolotu i tam wróciło ( tak jak ja teraz ;] ), Oczywiście wiele nas łączy, bo może i ona studiuje zagadnienia medyczne a ja techniczne, ale możemy często dzięki temu uzyskać od siebie informacje które nas w pracy bliskiej osoby interesują. Poza tym, pomaga to, że obydwoje jesteśmy Katolikami(Nicole pochodzi z „dość bardzo” katolickiej rodziny, dlatego często bywamy w kościele, na modlitwach i to jakby „cementuje” nas związek. Mamy to szczęście, że pochodzimy raczej z zamożnych rodzin i oni nas finansują, dlatego na razie nie doświadczyliśmy czegoś takiego jak kłótnia o pieniądze. Jeżeli więc ktoś się waha co do zagranicznej miłości to osobiście polecam spróbować, może właśnie to jest ta osoba dla której warto w nocy zasypiać a rano się budzić.

  23. Niby to jest trudne ( związki na odległość) ale co łatwe jest i co proste? A jeśli on jest marynarzem? Czy to nie jest związek na odległość? Jest bo ile to razem się jest, mało. Jednak takie zwiazki są trwają i są szczęśliwe, wszystko zależy czy chcemy i jak bardzo chcemy. Różnice kulturowe, tak ale przeciez mamy takie na własnym podwórku. On stąd, ona stąd a różni ich wszystko, kultura w domu, religia, poglądy, sposób spędzania czasu, prowadzenia domu. Czy przetrwają? Raczej nie jeśli czegoś z tym nie zrobią, więc bez znaczenia skąd on/ona jest. W każdym przypadku mogą być razem, ale muszą się zmienić, wypracować wspólnotę która dla obojga bedzie do przyjęcia. Znam pary tzw różnokulturowe którym się udało, znam tzw nasze swojskie, u których różnice były tak wielkie że stały się przeszkodą nie do przebrnięcia i rozpadły się z wielkim hukiemPozdrawiam.

  24. W sierpniu minie 5 lat od kiedy jestem z moim ukochanym K. dzieliło nas 200 km. Poznaliśmy się gdy ja byłam w 3 gimnazjum a on w 3 liceum. Przez ten okres gdy chodziłam do szkoły, byliśmy na odległość choć widywaliśmy się raz częściej raz rzadziej w zależności od możliwości, każdą rocznicę świętowaliśmy oczywiście razem. Jednak 4 już jako para mieszkająca razem. Od zeszłego roku mieszkamy razem i nacieszyć się sobą nie możemy choć zasypiamy i budzimy się codziennie razem już od roku a nasza miłość rozkwita natomiast my planujemy wspólną przyszłość.

  25. Naturalnie super jest ,gdy ma ssię kogoś na codzień.Można przytulić,poczuć jego ciepło,zapach..Nie zawsze jednak jest to możliwe.Związek na odległośc wymaga ogromnego zaufania i dojrzałości,ale czy ten tradycyjny nie?Zawsze trzeba się starac i nie ma nigdy 100% gwarancji na to,że on się rozpadnie.nikt nie powiedział,że będzie łatwo.:)Związki z cudzoziemcami to inna bajka ze względu na róznice kulturowe,iobyczaje,prawo,religie.Warto przeczytac książke „Tylko razem z córką”obrazujacą historię Amerykanki uwięzionej z córką przez męza w Teheranie podczas wizyty u jego rodziny.Miłosc ma to do siebie,że mąci racjonalny osąd rzeczywistosci.Poprzez euforię skłania do decyzji nieprzemyslanych.Budowanie jednak szczescia w zyciu coby nie mówic i nie myslec polega na poszukiwaniach.Ryzyku.Trudno kochajac kogos i bedac z nim szczesliwym i spełnionym powiedziec”to sie i tak nie uda”Czy kiedys potem nie zapytamyiebie a mzoe warto było spróbowac?Wydaje mi sie ze zwiazków na odleglosc nie rozumieja głoiwnie ci,ktorym nie dane było im przezyc albo sfrustrowani,poranieni uczuciowo.Tacy nie wierzą juz nikomu ani w nic.Pozdarwiam Cie Nanayo cieplutko.Milego popołudnia.

  26. Straciłam narzeczonego po 2 latach związku na odległość. Uczucie wygasło. Obecnie też jestem zmuszona do separacji z ukochanym, odległość mniejsza niż 100km tym razem, ale nadal pustka, samotność, wyczekiwanie na sms… Żyć się odechciewa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS